piątek, 18 września 2020

Aktualna ocena perspektyw klas aktywów - wrzesień 2020


Poniższa ocena klas aktywów może być przydatna przy podejmowaniu decyzji o alokacji środków finansowych.

OBLIGACJE

Zyskowność obligacji Skarbu Państwa, zbliżyła się do 1,5% i wydaje się, że krótkoterminowo wyczerpały one możliwość wzrostu rentowności, zwłaszcza w kontekście dobrej sytuacji na rynku europejskim w segmencie skarbówek (polskie obligacje wypadają tu słabo). Niestety w długim terminie na horyzoncie widać czarne chmury.

Na rentowość obligacji z pewnością wpłynie trudna sytuacja gospodarcza tak w Polsce jak i w całej Europie. Warto przypomnieć, że w przyszłym roku dług publiczny Polski ma osiągnąć historycznie wysoki poziom 64,7 proc. PKB, co nominalnie oznacza przekroczenie bariery 1,5 biliona złotych.

Dług według definicji unijnej, biorący pod uwagę fundusze, budżet centralny, zadłużenie samorządów, ZUS, odsetki itp. ma wynieść w 2021 r. aż 64,7 proc. PKB, a na koniec 2020 r. - 62,2 proc. Warto pamiętać, że tak wysokiego zadłużenia nasz kraj w swojej najnowszej historii jeszcze nie posiadał.  Na koniec 2019 r. dług wyniósł 46 proc., co oznacza, że w ciągu dwóch lat zwiększy się on o również rekordowe 18,7 pkt. proc.  Nie są to z pewnością dobre wiadomości dla inwestorów.

AKCJE

Nie nadużywając piłkarskich metafor czy sportowych porównań, ale będąc świeżo po kolejnym fatalnym występie polskiej drużyny w eliminacjach Ligi Mistrzów trzeba stwierdzić, że kondycja giełdy jest zbliżona do kondycji reprezentacji Polski w piłce nożnej. Polska giełda pozostaje jednym z najsłabszych (jeśli nie najsłabszym) rynkiem na świecie. Po raz kolejny możemy tylko zazdrościć innym kolejnych rekordów, które co prawda na pewno skończą się prędzej czy później spadkami, ale aktualnie dają szanse na spore zyski. 

Na polskiej giełdzie w najgorszej kondycji są spółki których właścicielem jest Skarb Państwa.  Co za tym idzie WIG20 pozostaje w tzw. trendzie bocznym. Jest może nie tragicznie, dość stabilnie, ale z pewnością nie jest dobrze. Zaskakująco dobrze prezentuje się kondycja spółek gamingowych, co przypomina ostatnie oddechy hossy deweloperskiej. Warto zauważyć, że spółki których core busienss dotychczas nawet nie dotykał branży deweloperskiej zmieniały swój profil działalności. S&P bije rekordy wszech czasów i jak to z rekordami bywa trudno wyznaczyć poziomy, do których może dotrzeć. Nie wycofuję się jednak z prognozy, że jesteśmy blisko dnia odwracającego trend. Pamiętajmy, że wrzesień i październik to miesiące, w których „niedźwiedzie” w przeszłości wielokrotnie się uaktywniały. W tym roku dodatkowym czynnikiem zwiększającym ryzyko ponownego wejścia rynków w ponadprzeciętną zmienność mogą być przepychanki przez listopadowymi wyborami prezydenckimi w USA. Wydarzeniem miesiąca mającym wyznaczyć trend dla akcji było sympozjum w Jackson Hole. Pozytywnie odebrane przez rynki (inwestorzy usłyszeli to co chcieli usłyszeć i jak napisał jeden z portali „muzyka na Titanicu gra dalej”).

Na czym polega nowe podejście FED? W zasadzie jest to nadanie ram programowych podejściu, które FED sygnalizował już od długiego czasu - cel inflacji na poziomie 2% jest symetryczny. Oznacza to, że zbyt niska inflacja jest tak samo niepożądana, jak zbyt wysoka.

Teraz jednak FED jasno podkreśla, że będzie chciał mieć inflację średnio na poziomie 2%, a to oznacza, że po okresie kiedy jest ona niższa (jak teraz, a w zasadzie jak przez niemal całą ostatnią dekadę) nie będzie reagował na jej wzrost podwyżkami stóp przez jakiś czas. Mało tego, zasugerowano, że mocny rynek pracy wcale nie musi rodzić presji inflacyjnej i dlatego spadek bezrobocia nie będzie miał wpływu na decyzje FED, ale już wzrost owszem.

W teorii brzmi to dobrze - FED wypracuje wyższą, ale stabilną inflację, gospodarka będzie dzięki temu szybciej się rozwijać. Tyle, że nie ma żadnych podstaw, aby zakładać sukces tego eksperymentu.

Dobrze także zauważyć, że prezes Eques TFI od lat lansuje teorię „japonizacji rynków finansowych”, która zdaje się właśnie materializować. Bank centralny Japonii przez lata nie był w stanie wywiązać się z niskiego celu inflacyjnego, a jednak w 2013 roku podniósł go z 1 do 2%.

Inflacja wzrosła przez moment w wyniku podwyższenia podatku od sprzedaży, po czym spadła znów wyraźnie poniżej 1%. Japonia rozwijała się przez chwilę szybciej dzięki ogromnemu osłabieniu jena, ale ten efekt zniknął i nie widać trwałej poprawy.

Tymczasem Bank Centralny zmonopolizował rynek długu i stał się głównym akcjonariuszem na giełdzie. To, że FED chciałby wyższej, ale stabilnej inflacji nie oznacza, że tak będzie, bo jak sam Powell przyznał, możliwości oddziaływania za pomocą stopy procentowej wyczerpują się. Na konferencji próżno było jednak czekać na trudne i krytyczne pytania. Na przykład takie, czy bank centralny nie doszedł do limitu swoich (sensownych) możliwości i powinien to rządzącym zakomunikować wprost, aby wzięli się do pracy zanim będzie za późno. Wszyscy jednak doskonale wiedzą, że to skończyłoby się rynkową katastrofą. Rentowności obligacji wystrzeliłyby w górę, powodując wyprzedaż wszystkiego: od akcji zaczynając.

SUROWCE

W sierpniu inwestorzy na rynku ropy naftowej żyli sytuacją w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej – wyjątkowo silnym huraganem Laura, który nadszedł nad Zatokę Meksykańską, a potem uderzył w południowe wybrzeże USA. Huragan doprowadził do największych cięć produkcji ropy naftowej w rejonie Zatoki Meksykańskiej od czasu huraganu Katrina w 2005 roku. Budziło to obawy o to, że zniszczenia wywołane Laurą mogą być wyjątkowo dotkliwe, podobnie jak to było 15 lat temu. Uderzenie faktycznie było silne, jednak nie na tyle, aby doprowadzić do znaczących zniszczeń infrastruktury naftowej. Większość amerykańskich rafinerii oraz punktów wydobycia w tym regionie pozostała praktycznie nienaruszona, co oznacza, że będą one mogły powrócić do normalnej działalności operacyjnej. Podobnie jest z portami eksportującymi ropę naftową: co prawda huragan przyczynił się praktycznie do wyhamowania ich działalności, jednak aktualnie porty zaczęły przywracać swoje normalne działania. W tym miesiącu na rynek ropy powrócą zapewne standardowe pytania, głównie te związane z popytem na surowiec w obliczu wciąż szalejącej na świecie pandemii i związanego z nią kryzysu gospodarczego.

Cena złota po ustanowieniu historycznych maksimów na początku miesiąca, w dalszej jego części spadała, a  po wystąpieniu szefa FED, Jerome’a Powella (opisywanego przy akcjach), w ciągu kilku godzin kurs spadł aż do linii wsparcia wyznaczonej trendem wzrostowym, czyli aż do 1920 do. za uncję. Ostatecznie cena złota zakończyła miesiąc na poziomie 1968 dol. za uncję. Niskie stopy proc. i ewentualny wzrost inflacji spowodują dalszy wzrost ceny złota, zwłaszcza jeśli mielibyśmy przed sobą rok lub dwa lata, zanim gospodarka naprawdę się odbuduje. Ewentualnym i raczej nie na ten rok, zagrożeniem dla wzrostu ceny kruszcu, jest zwiększenie produkcji przez Rosję. Zamierza ona gwałtownie zwiększyć produkcję złota w II połowie 2020 oraz 2021 roku. Według szacunkowych danych, produkcja złota w Rosji może wzrosnąć z 11,3 mln uncji w tym roku do nawet 15,5 mln uncji w 2029 roku, co oznacza roczną stopę wzrostu podaży złota o 3,7%.  Dzięki temu, Rosja do 2029 roku chce być największym producentem złota na świecie wyprzedzając Chiny oraz Australię. Czy te plany się powiodą: zobaczymy.

WALUTY

Polityka FED polegająca na osłabieniu dolara, tak aby pomóc gospodarce w okresie załamania gospodarczego (nazywanego „redefiniowaniem gałęzi rozwojowych gospodarki efektywnej”) – odnosi sukcesy. EUR/USD pokonało gładko 61,8% zniesienia FIBO wskazywanego w poprzednim komentarzu jako opór (1,1825), które teraz będzie poziomem wsparcia. Poziom 1,19 wydaje się dość silnym oporem, z którego powinna rozwinąć się korekta sprowadzająca eurodolara na niższe poziomy. Od strony danych wspomina się, że dolarowi pomagają wyższe od oczekiwań dane o wydatkach Amerykanów (co powinno tworzyć większą presję inflacyjną i szybciej doprowadzić FED do celu). Dla najważniejszej pary walut duże znaczenie miało wystąpienie w Jackson Hole (cytowane w komentarzu dla akcji). Rynek chciał usłyszeć, że FED "zrobi więcej" i dostał to, czego chciał. Poznaliśmy między innymi cel inflacyjny wynoszący powyżej 2%. Obecna polityka monetarna ma być utrzymywany tak długo, jak ceny nie wzrosną wyraźnie powyżej tego poziomu. Oznacza to najprawdopodobniej długie przebywanie stóp procentowych na obecnym poziomie. Reakcją jest ponowny wzrost kursu dolara do 1,18 dolara za 1 euro. Poznaliśmy też pakiet danych z różnych europejskich państw. Najważniejsze było PKB za II kwartał z Francji. Spadek wyniósł 13,8%, aczkolwiek w realiach lockdownu covidowego nie jest to zaskoczeniem, pokryło się to zresztą z oczekiwaniami rynkowymi. Drugim ważnym odczytem była sprzedaż detaliczna w Hiszpanii. Spada ona 3,9%, co i tak jest lepsze niż dane sprzed miesiąca, mówiące o 4,7%. EURPLN wahał się cały ubiegły miesiąc między minimum (4,3788 – wskazanym w poprzednim komentarzu jako wsparcie) i maksimum (4,42), a USDPLN zanotował większe zmiany kończąc miesiąc blisko 3,68. Brak choćby przejściowej pozytywnej reakcji złotego na wystąpienie szefa FED i ryzyko umocnienia dolara w najbliższym czasie może oznaczać, że krajowa waluta może w nadchodzącym miesiącu tracić.

Autor: Marcin Lau, Główny Analityk


czytaj także