czwartek, 7 stycznia 2021

Ocena perspektyw klas aktywów - styczeń 2021r.


Przyglądamy się stanowi poszczególnych klas aktywów i perspektywom inwestycyjnym na początku roku. W co warto inwestować? Jakie wnioski można wyciągnąć z poprzednich miesięcy?

OBLIGACJE

Ach co to był za rok! W 2020 rok wchodziliśmy z rentownością 10Y skarbówek na poziomie 2,25% kończymy przy 1,25%. To da spore w skali roku zyski funduszom, które zainwestowały w obligacje skarbowe. Stopy przekraczające 7% (z naszej oferty Rockbridge Obligacji czy Generali Korona Obligacji) osiągnęło aż 5 funduszy. Grudzień był też w sumie dość dobry. Nieco rozczarowujący był co prawda brak reakcji na przyjęcie budżetu UE, potem jednak, jakby z opóźnieniem to fundamentalne dla cen obligacji wydarzenie pozostało w koincydencji z opadaniem rentowności. Do interwencji na rynku walutowym doszła zapowiedż obniżki stóp w pierwszym kwartale. W efekcie, 10-letni spread asset swap zawęził się do 6 PB, najniżej od 2015, a 10-letni spread do Bunda obniżył się do ok. 185 PB z 200 PB. Wysokie tempo wzrostu spreadu do Bunda w ostatnich czterech tygodniach, sprawiło, że krajowy dług stał się bardziej atrakcyjny. Faktycznie, w ostatnich daniach rentowność krajowej 10-latki spadła o ok. 10 PB. Podobnie dobrą stopę zwrotu (choć nie tak dobrą) przyniosą w 2020 roku kupowane na jego początku obligacje detaliczne skarbu państwa. Następny rok jednak dla tej klasy aktywów (detaliczne skarbówki) już tak atrakcyjny nie będzie. Z pozoru skorelowanie odsetek z inflacją charakterystyczne dla tych obligacji, powinno przy dodruku pieniądza znaleźć popleczników. Niestety odklejanie się inflacji znanej nam z własnych wydatków od publikowanej, atrakcyjność tych obligacji stawiać będzie pod znakiem zapytania…  Polski listopadowy CPI opublikowany w grudniu wyniósł 3,0% r/r wobec 3,1% w październiku. Dynamika cen dóbr osłabła (do 1,3% r/r z 1,5%), ale cena usług wrosła: 7,8% r/r wobec 7,3% r/r. Analitycy oczekują, że w kolejnych miesiącach inflacja będzie spadać do przedziału 1,5%-2%. Trend w dół będzie możliwy m.in. dzięki cenom żywności, podczas gdy presję w górę wywierać będą ceny administrowane. Dla obligacji skarbowych stymulatorem wzrostów cen może stać się realizacja obniżenia stopy procentowej. Wydaje się jednak, że w jej zapowiedzi chodziło raczej o zdeprecjonowanie złotego, niż o cokolwiek innego… 

 

AKCJE

 

Życzenie wyrażone w poprzednim komentarzu – żeby polski rynek kapitałowy stał się pięknym reniferem ciągnącym sanie globalnej hossy, staje się powoli faktem. Ujemne realne stopy procentowe odciskają swoje piętno, a tu jeszcze doszła w ostatnim dniu roku zapowiedź dalszego ich obniżania. Nic dziwnego, że nie zważając na pandemie kapitał szuka możliwości inwestycyjnych, co jest awantażem dla rynku nieruchomości no i dla akcji. Strzałem w 10 okazała się bijąca z poprzedniego komentarza preponderancja spółek tzw. starej, przed-pandemicznej gospodarki. PZU, PKOBP, CCC, PKNORLEN czy LOTOS wróciły do gry. Choć sektor bankowy stracił w ostatniej sesji roku część dwumiesięcznych wzrostów po zapowiedziach prezesa NBP dotyczących stóp procentowych. CD PROJEKT jako przedstawiciel spółek nowej generacji, unaocznił zaś, w jakże malowniczy sposób (40% w dół), co może stać się w przypadku niespełnienia nadmuchanych oczekiwań. Oczekiwań dodajmy - na razie tylko co do produktu. A co będzie, jeśli spółkom z tej branży zaczną mijać się z tymi antycypowanymi przez inwestorów - wyniki finansowe? Na akcjach polskiej spółki roku z pięciu ostatnich lat (wg. ankiety gazety „Parkiet” - CD PROJEKT) mieliśmy w skali miesiąca rekordowe obroty, rekordowe spadki i pierwszy w historii złożony przez amerykańskich inwestorów przeciw polskiej spółce, pozew zbiorowy. Nie zapominając o  ostrożności, pamiętajmy, że polskiemu rynkowi do rekordów wszechczasów bardzo daleko. 

Jeśli komuś znudziły się rekordy w USA, to również DAX (giełda niemiecka) parę dni temu naruszyła historyczne rekordy. Miejsce do wzrostów polskie akcje więc mają. Rynki akcyjne na świecie pozytywnie reagują na dwie kluczowe kwestie, które właściwie zostały już wyjaśnione - pakiet stymulacyjny w Stanach Zjednoczonych oraz porozumienie handlowe między UE a Wielką Brytanią. Prezydent Donald Trump wreszcie zgodził się na podpisanie potężnego pakietu stymulacyjnego, pomimo faktu, że początkowo żądał on podwyższenia kwoty świadczeń z 600 USD do 2000 USD. Reakcję widać niemal natychmiast, przykładowo główny ekonomista Goldman Sachs podwyższył swoją prognozę wzrostu PKB Stanów Zjednoczonych w I kw. 2021 z 3% do 5%. Całoroczna prognoza dynamiki PKB została podniesiona z 5,3% do 5,8%. Drugi pozytywny czynnik - porozumienie handlowe UE i Wielkiej Brytanii, było już znane przed świętami. Trudno w to uwierzyć, ale rok kończymy w dobrych nastrojach, mimo że jeszcze wiosną wydawał się on stracony. Na wielu świątecznych spotkaniach, tych w nowoczesnej elektronicznej formie i tych mniej oficjalnych wielu z Was chwaliło się inwestycyjnymi sukcesami. Serdecznie gratuluję i bardzo się cieszę. Pamiętajcie tylko, że z kasyna trzeba czasem wyjść, żeby zaczerpnąć powietrza w płuca i nabrać zdrowego oglądu! Do siego roku!

 

SUROWCE

Notowania złota są na drodze do zakończenia bieżącego miesiąca oraz całego roku, na dużym plusie. Pandemia COVID-19 okazała się głównym zagadnieniem, którym zajmowały się media oraz inwestorzy w mijającym 2020 roku. Wniosła ona do globalnej gospodarki wiele niepewności, a to sprzyjało zwyżkom cen złota. Na początku sierpnia cena kruszcu przekroczyła barierę na poziomie 2000 USD za uncję. W późniejszych miesiącach notowania złota już kierowały się w dół i odreagowały część wcześniejszych zwyżek. Nadal jednak pozostają one na poziomach wyraźnie wyższych niż w pierwszej połowie 2020 roku. Obecnie notowania złota walczą o zakończenie roku powyżej bariery na poziomie 1900 USD za uncję. Na razie poziom ten jest skutecznym technicznym oporem. Dużo jednak na początku Nowego Roku będzie zależało od sytuacji na wykresie amerykańskiego dolara, a ta z kolei jest zależna od rozwoju sytuacji gospodarczo-politycznej. Inwestorzy przyglądają się teraz głównie głosowaniu nad pakietem stymulacyjnym w USA, który najprawdopodobniej zostanie ustanowiony. To powinno przełożyć się na presję spadkową na notowania amerykańskiego dolara, a co za tym idzie, pomóc notowaniom złota we wzrostach. Na rynku ropy większość inwestorów skupia się  na podstawowej kwestii – walce z pandemią. Trudno się temu dziwić, ponieważ to właśnie rozprzestrzenianie się koronawirusa i powiązane z nim ograniczenia w przemieszczaniu się w największym stopniu wstrząsnęły rynkiem ropy naftowej, doprowadzając do gwałtownego spadku popytu na paliwa. Teraz, gdy pierwsze osoby zaczęły być szczepione, po raz pierwszy pojawiły się realne szanse na zażegnanie pandemii, a to sprawia, że inwestorzy wstrzymują się od gwałtownych reakcji ignorując informacje, które jeszcze parę miesięcy temu wywoływały by dotkliwe zniżki cen. Tak było z grudniowym raportem dotyczącym zapasów paliw w USA, w tym z danymi pokazującymi największy od kwietnia wzrost zapasów ropy naftowej w tym kraju. Podejrzanie wstrzemięźliwa reakcja inwestorów miała miejsce także po grudniowym spotkaniu państw OPEC+.  Została podjęta tam decyzja dotycząca porozumienia naftowego, którą również można ocenić jako rozczarowującą. Niemniej, inwestorzy zareagowali na nią bardzo spokojnie, a cały poprzedni miesiąc na rynku ropy, zakończył się na dość wyraźnym plusie (wzrost z 45 $/BBL na 48 $/BBL dla ropy typu WTI). Nadchodzący rok może przynieść dalsze wzrosty, zwłaszcza w kontekście rewidowanych w górę prognoz dla amerykańskiego PKB (prognoza GS na 2021: 5,8%). Nie wykluczam wzrostu w okolice 70 $/BBL, czyli w okolice trzy letniego maksimum. Oczywiście coraz odważniejsze prognozy PKB na 2021 rok to dobra wiadomość także dla wygranego w kończącym się roku surowca - miedzi. Ten ważny dla WIG20 surowiec dotarł do poziomów ostatnio widzianych w 2012 roku to jest do 360 ¢/lb – i właściwie od marca (nie poddając się żadnej korekcie) jednym szpurtem cena rosła. A przecież nawet złoto miało swój słabszy czas! Wydaje się więc, że dla miedzi mimo dobrych perspektyw makro może nadejść czas realizacji zysków i przynajmniej kilkudziesięcioprocentowe zniesienie fali wzrostowej.

WALUTY

Doczekaliśmy się w listopadzie pierwszej od dekady interwencji NBP na rynku walutowym. Bank Centralny wielokrotnie sygnalizował swoją preferencję dla słabszego złotego, by wspomóc odbudowę gospodarki po pandemii. Faktycznym powodem może być wykreowanie księgowego zysku na rezerwach walutowych jakie NBP posiada. Co wiąże się z premiami, nagrodami i jak w filmie „Seksmisja” - wizytami w zakładach pracy… Mimo to, większość ekonomistów zaskoczyło, że NBP zaszedł tak daleko i dokonał bezpośredniej interwencji, by osłabić złotego. W efekcie złoty do EURO wskoczył na chwilę na poziom ponad 4,60. W skali miesiąca  do USD deprecjonował do poziomu 3,70. Główna para walut to dalsze, już wolniejsze opadanie dolara (z 1,19 do 1,2280). Coraz niecierpliwiej wyglądam zmiany tej tendencji. Tak bardzo jak obecnie, USD nie był wyprzedany od początku 2013 roku. Według niedawnego badania Bank of America wśród zarządzających pozycja krótka na dolarze jest drugim najbardziej "zatłoczonym" zagraniem na Wall Street, ustępując jedynie pozycji długiej w spółkach technologicznych (co widać po niemal codziennych rekordach na rynku Nasdaq). Na drugiej szali trzeba położyć  spojrzenie na długoterminowy kurs dolara wobec partnerów handlowych USA, który jest nadal sporo powyżej średniej. To oznacza, że jego przecena w dłuższym terminie byłaby jak najbardziej naturalna. Skrajne pozycjonowanie sugeruje często jednak, że rynek w danym momencie nieco przesadził z daną tendencją. Jeśli popatrzymy na podobne poziomy pozycjonowania z lat 2009, 11, 13 i 14, okazuje się, że w ciągu kilku tygodni na rynku następował gwałtowny zwrot. Ponadto obecnie wyprzedanie na dolarze idzie pod rękę z wykupieniem na rynku akcji, co czyni tę tendencję bardziej niebezpieczną, ale także bardziej potężną. Koniec roku to zwykle przyczynek do różnego rodzaju podsumowań. W 2020 roku zdecydowanym wygranym okazał się… Bitcoin. Sytuacja na tym rynku przypomina tę sprzed trzech lat, tylko cena jest niemal o 10 tys. dolarów wyższa (!!!). Cena w końcówce grudnia przekroczyła przez moment 28 tys. dolarów, a jednocześnie symboliczne 100 tys. złotych. Zwolennicy kryptowaluty argumentują, że w czasach, gdy banki centralne nie dbają już o wartość pieniądza, a rosnąca ilość regulacji wzbudza coraz większą nieufność do tradycyjnego systemu finansowego, Bitcoin (i po części inne kryptowaluty) stają się realną alternatywą. Dodatkowo formalnie zainteresowanie Bitcoinem deklaruje coraz większa ilość instytucji finansowych. Problem w tym, że podobne deklaracje i hasła słyszeliśmy przed trzema laty i nie uchroniło to ceny przed załamaniem. Co więcej, od tamtego momentu skala wykorzystania kryptowaluty w realnej gospodarce... zmalała. Przyszłość Bitcoina jako środka płatniczego jest zatem nadal nierozstrzygnięta, natomiast to, co się dzieje idealnie oddaje szeroki rynek - kipiącą z każdej strony gotówkę pompowaną beznamiętnie przez banki centralne pod hasłem walki z kryzysem. 


czytaj także